POSZUKIWANIE SKARBÓW, BURSZTYNOWA KOMNATA Kroki do znalezienia skarbu : 1. Znalezienie dokumentu lub wskaziciela. 2. Weryfikacja dokumentu lub ustnego wskazania 3. Wszelkie niezbędne prawne pozwolenia oraz     zabezpieczenie siebie. Jeśli ktoś z Twojej rodziny posiada informacje z końca II wojny światowej dotyczące  przywozu jakichś skrzyń  bądź wejść  do podziemii - napisz do mnie :  adam@zabytkowypaslek.pl

START

HISTORIA

BURSZTYNOWA KOMNATA

PODZIEMIA

GALERIE

FILMY

CZAT

LINKI

KONTAKT

ARTYKUŁY

OBÓZ JENIECKI z I WŚ

Fan Page - Kliknij TUTAJ Profil Facebooka - Kliknij TUTAJ Zabytkowy Pasłęk
++++ Proszę o kontakt pana Waldka, z którym rozmawiałem w sierpniu podczas wykopalisk i któremu dałem swoją wizytówkę z numerem telefonu (Adam Krasowski) +++++
NA TOPIE: NOWE NA STRONIE: ????? SKOŃCZYŁ SIĘ JUŻ SIERPIEŃ.  PRACE ACHEOLOGICZNE   ZAKOŃCZONE. CO DALEJ ? DODANO OKIENKO Z CYTATEM Z KSIĄŻKI PANA R.WÓJCIKA,  KTÓRY BĘDZIE SIĘ ZMIENIAŁ.
 ******  OKIENKO DO ZAGOSPODAROWANIA. MACIE JAKIEŚ POMYSŁY ? ****** PISZCIE RÓWNIEŻ ZA POMOCĄ APLIKACJI WHATSAPP :) SERIO !     POZDRAWIAM !
WIDAĆ NAS NA:

Więcej w zakładce PODZIEMIA

Wiem, że chcieliście nagrywać wywiad z Hildą P. To stara baba, wygaduje bzdury o tych ciężarówkach

Lochy Pasłęka - Ryszard Wójcik
stat4u
Jak strona wykorzystuje dla Twojego dobra ciasteczka COOKIES - zapoznaj się z taką polityką. Celem tej strony jest promocja miasta  i propagowanie wartości historycznych, które mają związek z zabytkami Pasłęka. COPYRIGHT 2010-2017 www.ZabytkowyPaslek.pl

- z Pasłękiem związany był Erich Koch, gaulaiter Prus, który ponoć po wojnie nie został stracony właśnie z powodu wiedzy o ukryciu komnaty, którą jednak zabrał do grobu w 1986 w polskim więzieniu. Miał on tu w okolicy majątek i często brał udział w organizowanych w Pasłęku zebraniach NSDAP. Możliwe więc, że kazał ukryć skarb w znanej sobie okolicy, a zamek był do tego idealnym miejscem

Przytaczana jest też wizja ojca Czesława Klimuszki, mówiącą o ukryciu bursztynowej komnaty na zamku w Prusach i jego spłonięciu w 1945 r. W 1980 roku do zamku sprowadzono dwóch radiestetów. Obaj stwierdzili, że duże pokłady bursztynu leżą w północno-wschodniej wieży na głębokości 10-11 metrów. Jest zamurowana i prawdopodobnie dojście do niej jest zaminowane. Ówczesne władze miejskie podjęły próbę dotarcia do podziemi używając do tego celu kilku żołnierzy Obrony Terytorialnej Kraju. Prace jednak przerwano z wielu powodów, z których najważniejszym był brak pieniędzy na specjalistyczne badania archeologiczne.


Źródło: http://zamki.res.pl/paslek.htm

 


Bursztynowa Komnata nie mogła rozpłynąć się w powietrzu. Nawet jeśli się spaliła lub zatonęła to tropiciele chcieli by pokazać na mapie gdzie to się stało. Liczba miejsc, w których szukano komnaty przekroczyła już dawno setkę. Nie wykluczone że niektóre z tych tropów są prawdziwe, ponieważ Niemcy często dzielili wywożone zbiory dzieł sztuki. Sęk w tym, że nikt nie wie, jak je rozpoznać w gąszczu mglistych przypuszczeń. Na terenie Związku Radzieckiego Komnaty poszsukiwano w Kaliningradzie i w ruinach Zamku Lochstadt pod Pilawą. Zwolennicy wersji, że Komnatę udało się Niemcą wywieźć, typowali wiele możliwych kryjówek w zamkach, kopalniach i bunkrach Saksoni i Turygii. W Polsce skrzyń z Komnatą szukano między innymi w Słobitach, Dzikowie, Lidzbarku Warmiński, Gizycku, Spale, Srebrnej Górze. Głośno było też w 1998 roku o poszukiwaniach w podziemiach zamku w Pasłęku. Niczego nie znaleziono. Pasłęcki ślad prowadził do tunelu biegnącego z zamku pod korytem rzeki. Ostatnio na cel wzięto też Zamek w Bolkowie Na Śląsku. Wciąż "podejżany" jest wrak "Wilhelma Gustloffa" leżący na dnie Bałtyku.

 

Źródło: http://bursztynowa.konata.fm.interia.pl/


 

DZIENNIKARZE NA TROPIE BURSZTYNOWEJ KOMNATY

Mariusz Stróżyński  

09.02.2009; 11:38


Dziennikarze „Rzeczpospolitej” dotarli do ciekawych dokumentów dotyczących tajemnicy zaginięcia legendarnej Bursztynowej Komnaty.


   Jak wynika z dokumentów Służba Bezpieczeństwa oraz KGB intensywnie pracowały nad tym by hitlerowski zarządca Prus Wschodnich Erich Koch wyjawił im miejsce ukrycia Bursztynowej Komnaty. Nie od dziś wiadomo, iż obie służby prowadziły zajadłą walkę o jakiekolwiek informacje o skarbie ujawniane przez niemieckiego zbrodniarza, by jak najszybciej we wskazane miejsce wysłać specjalną ekipę poszukiwawczą. Z tego też powodu nigdy nie został wykonany wyrok śmierci jaki polski sąd wydał w 1959 roku.


   W 1964 roku na zlecenie KGB do więzienia w Barczewie, gdzie przebywał były gauleiter Koch przybył rosyjski naukowiec Dimitryj Olderogge. Koch opowiedział naukowcowi, o tym co wie na temat zaginionego skarbu. Spotkanie to, o czym nie wiedzieli Rosjanie było cały czas nagrywane przez Służbę Bezpieczeństwa, która przed spotkanie naszpikowała celę urządzeniami podsłuchowymi. SB tym bardziej zainteresowała się tym spotkanie, gdyż pod sam jej koniec Koch zadeklarował, że pomoże KGB w odnalezieniu skarbu.


   W rozmowie z Olderogge Koch stwierdził, że Bursztynowa Komnata nigdy nie opuściła podziemi zamku w Królewcu, do którego trafiła w 1942 roku. Zarówno SB jak i KGB nie podjęły tego tropu. Zaklinając się, że kontrolował wszystkie statki ewakuacyjne, by odpływały nimi tylko ranni, kobiety i dzieci Koch kłamał. Większość kobiet i dzieci uciekała z Królewca na piechotę, zaś na statki dostawali się hitlerowscy notable oraz zagrabiony przez nich majątek.


   Pod wpływem nacisków zdradził również, że Bursztynową Komnatę wraz ze swoją prywatną kolekcją ukrył w jednym z bunkrów w Królewcu. Koch naciskał KGB oraz ambasadę ZSRR, by zorganizowały one wyprawę po skarb. Twierdził, że w bunkrze znajdują się także jedyny obraz przedstawiający Bismarcka w ubiorze cywilnym oraz mały portrecik Kanta mający unikatową wartość. Prosił także, aby dostarczyć mu plany Królewca, na których wskaże lokalizację tajemniczego bunkra.


   Bazując na kolejnych, ujawnianych przez Kocha rewelacjach Służba Bezpieczeństwa przygotowała dwie operacje mające na celu odnalezienie skarbu. Ze znajdujących się w archiwach IPN, odtajnionych niedawno dokumentów ABW wynika, iż miały one kryptonimy :”Jantar” i „Komnata”. W IPN nie ma jednak, żadnych akt dotyczących przebiegu operacji.


   Pewne informacje znajdują się tylko w aktach Ericha Kocha. Są tam relacje polskich robotników przymusowych, którzy byli świadkami ukrywania przez Niemców dużych drewnianych skrzyń w pobliżu Królewca. Relacja Józefa Janowskiego wskazuje położony 12 km od Królewca zamek Neuhausen, gdzie SS miało zamurować w jednej z piwnic tajemnicze skrzynie. Wykonał on nawet dokładny szkic sytuacyjny.

Kolejną relację przygotował Stanisław Śledziewski, który opisuje podobne zdarzenie lecz w miejscowości Lorenc.


   Po wojnie Erich Koch z wiadomych powodów wzbudzał wielkie emocje zarówno w KGB jak i SB. Oprócz tego interesowały się nim inne służby. W jego aktach znajdują się dokumenty z śledztwa prowadzonego w sprawie dwóch tajemniczych mężczyzn, którzy zaczepili jednego ze strażników więzienia w Barczewie w lesie, gdy wracał on z pracy. Mężczyźni ci mieli nakłaniać go, by zorganizował on spotkanie owych mężczyzn z Kochem.

Z kolei w jedyny z dokumentów polski urzędnik prosi o przyśpieszenie organizacji wyprawy z Kochem w miejsce przez niego wskazane ze względu na zbliżającą się zimę. Niestety nie ma żadnych dodatkowych informacji traktujących o tej wyprawie.

Kilka lat temu, również dziennikarz „Rzeczpospolitej” ujawnił, że jeden ze strażników wyniósł potajemnie notatki oraz testament Kocha z więzienia. Sprawą zainteresowała się wtedy rosyjska ambasada.


   Erich Koch zmarł w więzieniu w Barczewie w 1986 roku mając 90 lat. Żaden z przedstawionych przez niego tropów nie doprowadził ani SB ani KGB do legendarnego skarbu. Jednakże jego akta zawierają wiele wspaniałych informacji na temat funkcjonowania niemieckiej machiny politycznej i militarnej, co jest wspaniałym źródłem wiedzy dla historyków.

 

Źródło: http://www.poszukiwacze.com.pl/content/view/214/52/


 


 ZAGADKOWA KOMNATA W PASŁĘCKIM ZAMKU



Najciekawszym jednakże fragmentem historii zamku są zagadkowe korytarze pod budynkiem, wokół których krąży wiele legend. Wykonane badania archeologiczne potwierdziły istnienie jednego takiego korytarza, pomiędzy zamkiem a kościołem św. Bartłomieja. Oczywiście pogłoski i legendy mówią o większej ilości ukrytych przejść, jednakże na dzień dzisiejszy znane jest tylko to jedno.


Zamek w Pasłęku i jego tajemne, podziemne korytarze są wymieniane jako jedno z możliwych miejsc ukrycia słynnej Bursztynowej Komnaty. Sala ta stała się symbolem zaginionego skarbu. Fryderyk I zamówił u gdańskich bursztynników całkowity wystrój komnaty. Wykonanie zamówienia trwało jedenaście lat, lecz rezultat końcowy był rzucający na kolana. Osoby, które mogły to zobaczyć na swoje oczy, były szczęściarzami. Fryderyk I podarował Komnatę carowi Piotrowi I Wielkiemu, Później Komnata został ukradziona przez Niemców w czasie II wojny światowej i umieszczona w skrzyniach w zamku królewieckim. I na tym kończy się historia Bursztynowej Komnaty, a zaczyna się legenda.


Armia Czerwona bowiem po zdobyciu zamku, Komnaty nie odnalazła. Stworzono kopię, która mieści się w pałacu w Carskim Siole i cieszy oczy zwiedzających, a oryginał w dalszym ciągu poszukiwany jest przez zapalonych wielbicieli wszelkich historycznych zagadek. A dlaczego Pasłęk? W 1944 roku mieszkańcy widzieli, jak parę ciężarówek przywiozło zagadkowe skrzynie, po czym umieszczono je w podziemiach zamku. Poza tym Erich Koch, który był wplątany bardzo głęboko w sprawę Bursztynowej Komnaty, bywał bardzo często w tych okolicach, miał tu nawet swój majątek.


W 1980 roku dwaj radiesteci, po swoich badaniach twierdzili, że w podziemiach zamku ukryta jest duża ilość bursztynu. Warto by to było sprawdzić, jednak brak pieniędzy spowodował, że władze miasta musiały zrezygnować z prób dotarcia do podziemi. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej – legenda Bursztynowej Komnaty żyje nadal, a zamek w Pasłęku ma w tym swój udział.

 

Źródło: http://blog.fr.4hotele.com/zagadkowa-komnata-w-pasleckim-zamku/


 

Skarb na Żuławach - polski ślad w poszukiwaniach Bursztynowej Komnaty


Komnata tajemnic a Pasłęk


Jednak za najbardziej wiarygodną uznano tezę, według której skarb udało się ocalić i przynajmiej częściowo wywieźć z Królewca. W trakcie transportu do miejsca przeznaczenia komnata została prawdopodobnie ukryta i zabezpieczona. Istnieją bardzo poważne powody, by przypuszczać, że miejsce to znajduje się na terenie byłych Prus Wschodnich.


Przemawia za tym sytuacja militarna Niemiec w 1944 i wojenny chaos wewnątrz kraju. Trudno po prostu uwierzyć, żeby Erich Koch i dr Rhode brali pod uwagę transport komnaty w głąb Rzeszy, ryzykując, że padnie ofiarą nalotu lub zostanie po prostu rozkradziona lub przechwycona przez jakiegoś partyjnego rywala Kocha, których w roku 1944 mu nie brakowało. Szczególnie Kochowi musiało zależeć na schowku blisko Królewca, żeby można ją było po wojnie bez problemu odnaleźć i wykorzystać w formie „asa w rękawie” do ratowania własnej skóry. Również przywiązany emocjonalnie do bursztynu dr Alfred Rhode z pewnością chciał uniknąć niekontrolowanego transportu zatłoczonymi uciekinierami i wojskiem szosami. Jedynym bezpiecznym rozwiązaniem było znalezienie dobrego schowka niedaleko Królewca.


Działali na podstawie rozkazu z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Specjalnie w tym celu utworzony Einsatzstab A (sztab operacyjny) na rozkaz Führera wywiózł z Prus Wschodnich wiele bezcennych dzieł sztuki - ale nie było wśród nich Bursztynowej Komnaty. W Prusach Wschodnich nadal panował gauleiter Erich Koch, który był na tyle przebiegły i zuchwały, by móc zlekceważyć rozkazy głównego urzędu. Czy przechwycił on skrzynie z bursztynem?


Pasłęk faktycznie mógł odegrać znaczącą rolę w ewakuacji Bursztynowej Komnaty. Leży on nie tylko na terenie byłych Prus Wschodnich, ale również na jednym ze szlaków prowadzącym z Królewca w głąb dawnej Rzeszy niemieckiej i musiał być brany pod uwagę jako tymczasowa kryjówka. Pierwszym śladem prowadzącym poza Królewiec jest list dr. Rhode do księcia zu Dohny. Listowna odmowa junkra nie oznacza przecież, że dr Rhode nie brał tych okolic pod uwagę. Jesienią 1944 r. nie było wiele czasu do namysłu. Za Pasłękiem przemawia również fakt, że zamek wraz z jego podziemiami spełniał warunki mikroklimatyczne i logistyczne. Z kronik miasta wynika, że pod Pasłękiem kilometrami ciągną się korytarze i tunele, które są ze sobą połączone. Atuty miasta doskonale były znane Erichowi Kochowi. Był on związany z miasteczkiem od 1928, kiedy to właśnie tu z niczego tworzył komórki partyjne NSDAP, za co został mianowany gauleiterem Prus Wschodnich. Ponadto miał w Pasłęku rodzinę, którą często odwiedzał. Jedną z ulic miasteczka na jego cześć nazwano Kochstrasse. Osoba gauleitera stanowi ważny, jeżeli nie najważniejszy wątek w opcji pasłęckiej. W literaturze o zaginięciu Bursztynowej Komnaty to właśnie Erich Koch figuruje jak osoba kluczowa i trudno sobie wyobrazić, żeby ewakuacja Bursztynowej Komnaty mogła odbyć się bez jego wiedzy i zgody. Jednak nawet dla człowieka władzy zorganizowanie transportu obiektu, którym interesował się również Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy, musiało być ogromnym przedsięwzięciem logistycznym, co znowu przemawia za kryjówką bliżej Królewca. Ogłoszona przez Goebbelsa wojna totalna w 1944 trwała na dobre i „wynajęcie” wystarczającej ilości cieżarówek w celach nielegalnego transportu w głąb Rzeszy wydaje się mało prawdopodobne, zwłaszcza że Koch nie chciał tracić swojego skarbu z pola widzenia.


Istnieją wypowiedzi świadków mieszkających w Pasłęku pod koniec II wojny światowej, którzy widzieli, jak jesienią 1944 na dziedziniec wjechały wojskowe ciężarówki, z których pod osłoną nocy żołnierze rozładowywali drewniane skrzynie. Nikt natomiast nie widział, jaka była ich zawartość. Do dziś świadkowie pozostają anonimowi.


Jeden człowiek, który mógłby wnieść światła w sprawie zawartośći skrzyń, umiera już w 1945 w Królewcu. Jako oficjalną przyczynę śmierci dr. Alfreda Rhode władze sowieckie podają tyfus spowodowany głodem. Zresztą radziecka komisja ds. Bursztynowej Komnaty zadziwiająco szybko, bo w 1946 orzekła, że Bursztynowa Komnata uległa zniszczeniu podczas nalotu na Królewiec. Jednak w 1955 były przewodniczący komisji, Aleksander Brjussow, sam zaprzeczył tym wynikom i przedstawił tezę, że większa część komnaty przetrwała wojnę i została ukryta.


Drugi człowiek, który wiedział z pewnością jeszcze więcej niż Rhode, swoje tajemnice zabrał do grobu. Schwytany przez Brytyjczyków były gauleiter zostaje wydany władzom Polski Ludowej, z którymi od początku prowadzi grę podwójną. Pierwotnie został skazany na karę śmierci, która została zamieniona na dożywocie. Nieoficjalnie mówiło się, że rzekoma wiedza o losie komnaty uratowała go przed szubienicą. Nic więc dziwnego, że podczas przesłuchań i wywiadów Koch często zmieniał zdanie, zadziwiając swoich rozmówców nowymi teoriami o losie komnaty. Do końca nie wiadomo, czy Koch nie wiedział, co się z nią stało się, czy milczał z przekonania. Trudno uwierzyć, żeby człowiek, który był w NSDAP od jej początków, nagle zmienił zdanie i był skłonny pomóc w odzyskaniu przez Rosjan bezcennego skarbu. Erich Koch zmarł w 1986 w więzieniu w Barczewie, nie wskazując żadnych konkretnych śladów.


Zamek w Pasłęku przekopywany był kilkakrotnie. Jednak wizja lokalna radiestetów Edwarda Trusielewicza i dr. Lucjana Nowaka w grudniu 1980, i badania w 1983 umocniła frakcję zwolenników teorii pasłęckiej. Trusielewicz do końca swojego życia twierdził, że ogromna ilość bursztynu leży pod północno- -wschodnią basztą na głębokości 10-11 metrów.


Warto się jednak zastanowić nad jednym - jeżeli nawet udało się wywieźć i ukryć skrzynie właśnie w Pasłęku, to nie z myślą, żeby leżały tam przez następne 50 lat. Chodziło tak naprawdę o tymczasową ewakuację komnaty przed Armią Czerwoną. Owszem, warunki mikroklimatyczne panujące w podziemiach były z pewnością lepsze niż w niejednej sztolni - ale w jakim stanie znajdowałby się bursztyn, gdyby teraz został odnaleziony.


Dopóki podziemia pod Pasłękiem nie zostaną dokładnie zbadane, nie można wykluczyć, że to właśnie tu zaginiony skarb carów zakończy swoją odyseję, którą rozpoczął w 1716. W miasteczku znowu zrobi się nerwowo. Bo kto nie chciałby uczestniczyć w odtajnieniu zagadki Bursztynowej Komnaty?


http://www.konflikty.pl/a,663-4,Czasy_najnowsze,Skarb_na_zulawach_-_polski_slad_w_poszukiwaniach_Bursztynowej_Komnaty.html


BURSZTYNOWA KOMNATA



Po raz ostatni skarb ten widziano wiosną 1945 r. Dziś szacunkowa wartość Bursztynowej Komnaty to pół miliarda dolarów. Nic więc dziwnego, że tropi ją legion odkrywców. Los poszukiwaczy nie jest łatwy - podobno szkodzą im bezwzględni strażnicy skarbu.


Poszukiwacze skarbów z całego świata wymieniają blisko 200 miejsc ukrycia Bursztynowej Komnaty. Wiele tropów wiedzie do Polski, między innymi do Pasłęka.


W Pasłęku są dwa poziomy lochów, pierwotne i wtórne, nowsze. Jak twierdzą poszukiwacze skarbów, już przed wojną, w 1936 r., zamknięto część starych lochów pod zamkiem, łączących miasto z jedną z okolicznych wsi. Zamknięto te lochy, bo groziły zawaleniem a nie było wówczas środków na renowację. Co ważne, lochy były ogromne - jak mówi gminna wieść, dwie bryczki mogły się w nich minąć. Można więc było na pierwotnym poziomie lochów nie jedno ukryć. Dziś wartość Bursztynowej Komnaty szacuje się na 500 mln dolarów, dlatego też interesuje się nią wielu poszukiwaczy skarbów. To że miejscem jej ukrycia mogą być lochy zamku w Pasłęku,podejrzewa wielu znawców tematu.

Bursztynową Komnatę wykonano na polecenie króla Prus Fryderyka I i współcześni natychmiast okrzyknęli ją "ósmym cudem świata". W 1715 r. Fryderyk dał Komnatę w prezencie carowi Rosji Piotrowi I - skarb przewieziono wówczas do pałacu Jekatieryńskiego w Carskim Siole. Bursztynowa Komnata ozdabiała carską rezydencję do czasów II wojny światowej, kiedy to wojska niemieckie zajęły Carskie Sioło i wywiozły stamtąd bursztynowy skarb.

Bursztynową Komnatą interesują się oficjalnie Rosjanie i Niemcy. A także trudne do zidentyfikowania tajne grupy. Czy mają one związek z tym, że przed laty sprawę Komnaty badały wschodnioniemiecka Stasi i radzieckie KGB? Podobno są dowody, że likwiduje się niewygodnych świadków, zaciera, bądź myli, tropy, że zastrasza się tych, co do Komnaty za bardzo się zbliżyli. Wielu zawodowych poszukiwaczy skarbów twierdzi, że w Polsce działają tajni strażnicy poniemieckich skarbów,choć nie wiadomo, kto tę sekretną gwardię finansuje.

Czy faktycznie tajni strażnicy, jak smok z baśni, pilnują skarbów? Także skarbu podobno ukrytego w lochach pasłęckiego zamku? Czy możliwe jest, że właśnie w Pasłęku ukryto Bursztynową Komnatę?


To, że w Pasłęku pod koniec II wojny światowej hitlerowcy planowali Bursztynową Komnatę ukryć, wskazuje treść korespondencji między dr Rhode a księciem Aleksandrem zu Dohny, właścicielem majątku Słobity, odległego od miasta o kilkanaście kilometrów. Rhode sprawował w Królewcu (dziś to Kaliningrad), nadzór nad Komnatą i innymi cennymi zabytkami. W swym liście do księcia, dr Rhode prosi o pomoc w przechowaniu najwartościowszych eksponatów z muzeum bursztynu. Z kolei książę, w piśmie datowanym na 11 września 1944 r., odmawia stwierdzając, że jego majątek nie nadaje się do takiego celu. Poza tym z Pasłękiem związany był Erich Koch, wysoki funkcjonariusz III Rzeszy. Koch w pobliskim Topolnie miał majątek, a w okolicy wielu krewnych, których często odwiedzał. Podobno z jego polecenia pod koniec 1944 roku do zamku w Pasłęku dotarł konwój ciężarówek

załadowanych drewnianymi skrzyniami o nieznanej zawartości. Skrzynie te - znów "podobno" - ukryto w zamkowych lochach.

Zawsze trudno było uzyskać w Pasłęku zgodę na kopanie pod zamkiem. Czy dlatego, że ulokowano tam Urząd Miasta, którego pracownicy nie chcieli, aby zakłócano im pracę? Mimo trudności, chętnych do przeszukiwania zamkowych lochów wciąż jest wielu. Można powiedzieć, że każdego roku więcej. Poszukiwacze skarbów, w tym Bursztynowej Komnaty, pojawiali się w Pasłęku już w latach 70., tyle że działali nielegalnie. Nocami zakradali się pod zamek ludzie z łopatami i kilofami, a ówczesna milicja przeganiała ich bez pardonu.

Wielu badaczy twierdzi, że Bursztynowej Komnaty nie ma w Pasłęku. Że spoczywa ona na dnie Bałtyku we wraku niemieckiego statku "Wilhelm Gustloff", zatopionego przez Rosjan w 1945 r.

W 2003 r. czegoś w tym właśnie miejscu szukał Amerykanin dr Robert Ballard, najsłynniejszy łowcy podmorskich skarbów, odkrywca wraku "Titanica" i zatopionej 7,5 tys. lat temu osady na dnie Morza Czarnego. Ballard zawitał ze swym zespołem zawodowych odkrywców do portu w Ustce. Po kilku dniach badań głębinowych odpłynął. Niczego nie znalazł? A może natknął się na strażników hitlerowskich skarbów, którzy odradzili mu dalszych poszukiwań?

Gdzie jest legendarna Bursztynowa Komnata? W lochach pasłęckiego zamku, czy na bałtyckim dnie w ładowniach zatopionego niemieckiego statku? Nadal brak wyjaśnienia.

Może ktoś ma jakiś pomysł?

Redakcja UFOBAZA 11/02/2007 14:49:48


http://ufobaza.blog4u.pl/komentarze-150371-bursztynowa-komnata.html



Jak SB szukała Bursztynowej Komnaty



"Ten list był w niemieckiej książce i dzieci go znalazły. Jak widać to będzie ta bursztynowa komnata co ją tyle lat szukacie. Żeby tylko nie było na mnie, bo ja nie ukrywał i nic nie winien nikomu. Jak gazety pisały, że jeszcze szukacie to oddaję."


Takiej treści anonim, w czerwcu 1969 roku, znalazł w skrzynce pocztowej pracownik Wydziału Kultury Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Olsztynie. Być może nie zwróciłby na przesyłkę większej uwagi, gdyby nie, dołączony do niej, pisany na wyblakłym papierze, niemiecki list i mapa sporządzone pod koniec 1944 roku.


 


Na początku lutego br. na łamach "Rzeczpospolitej" ukazał się artykuł Cezarego Gmyza "Jak SB i KGB tropiły Bursztynową Komnatę". Autor powołuje się na niedawno przekazane Instytutowi Pamięci Narodowej przez ABW, dotąd utajnione, akta personalne Ericha Kocha, więzionego w Polsce gauleitera Prus Wschodnich. Wśród licznych informacji, jakie można odnaleźć w tekście, znalazła się również wzmianka dotycząca dwóch operacji przedsięwziętych w tej sprawie przez PRL-owską Służbę Bezpieczeństwa o kryptonimach "Jantar" oraz "Komnata". Akta tych działań według C. Gmyza, niestety nie znalazły się jak dotąd w archiwach IPN.


 


Pozornie błahe sprawy


Nam udało się dotrzeć do zaskakujących materiałów dotyczących innej, wydaje się, że nieznanej do tej pory akcji SB - operacyjnego rozpracowania sprawy o kryptonimie "Bursztyn". Informacje na ten temat opublikowano w broszurce (znajdującej się w archiwach IPN), wydanej w 1974 r. przez Departament Szkolenia i Doskonalenia Zawodowego MSW. Opracowanie niezwykle ciekawe, gdyż prezentuje proces i metodologię śledztwa prowadzonego w sprawie poszukiwań "Bursztynowej Komnaty". Przykład na tyle modelowy, że doczekał się przedstawienia go adeptom SB i MO w ramach zajęć dydaktycznych. Analizując treść broszury "Komnata Bursztynowa" autorstwa A. Fiołka i J. Szymczaka, warto zwrócić uwagę na wydawałoby się z pozoru błahe sprawy. Szkoleniowcy prezentują czytelnikowi jedynie kilka podstawowych informacji na temat "Bursztynowej Komnaty". Dodają jednak informacje, co z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się niezwykle ciekawe, że "poszukiwania Komnaty Bursztynowej prowadzone są od zakończenia działań wojennych, zarówno przez władze radzieckie, jak i polskie. (...) Służba nasza miała wiele informacji o rzekomym miejscu ukrycia Komnaty Bursztynowej. Informacje te były skrupulatnie sprawdzane, lecz poszukiwania nie dały oczekiwanych efektów". Ta lakoniczna notatka, w zestawieniu z dzisiejszą, wciąż uzupełnianą wiedzą na ten temat, potwierdza udział naszych służb w światowym wyścigu po Bursztynową Komnatę. Fakt ten nigdy nie był tematem licznych publikacji dotyczących poszukiwań BK, w których wymieniane są niemal wszystkie specsłużby powojennego świata, lecz z rzadka SB.


 


Słowa zapisane ołówkiem


Przesyłka skierowana w czerwcu 1969 roku do Wydziału Kultury Prezydium WRN w Olsztynie została nadana w Morągu. Oprócz zacytowanego już, pisanego prostym językiem anonimu, nadawca dołączył list wraz z mapą nieznanego bliżej terenu. Nawet dzisiaj, mimo wyblaknięcia słabej jakościowo broszury MSW z 1974 roku, kiepska kopia przedrukowanego listu wygląda niezwykle autentycznie. Poszczególne słowa zapisane zostały ołówkiem, równym, wykaligrafowanym pismem na pożółkłym niemieckim druku urzędowym. Zwięzła treść, przedstawiała konkretne informacje dotyczące ukrycia hitlerowskich skarbów. Sporządzony na tym samym dokumencie szkic sytuacyjny, wykonany techniką rysunku technicznego nie mógł budzić początkowo żadnych zastrzeżeń. Precyzyjnie określał konkretne miejsce, w którym należało rozpocząć poszukiwania. Poniżej tłumaczenie treści listu dokonane w ramach działań operacyjnych SB (pisownia oryginalna):


 Ta okropna wojna wydaje się zbliżać ku końcowi. A przyszłość przedstawia się bardzo czarna. My będziemy musieli opuścić naszą słoneczną Ojczyznę i iść naprzeciw zniszczeniu.


 Dlatego pozostawiłem matkę w Prusach Wschodnich, aby w możliwie największym bezpieczeństwie przetrwała. Gdybym nie powrócił, a ty osiągniesz pełnoletność, kup ten kawałek ziemi, który ci narysowałem. Pieniądze na to możesz z powodzeniem pożyczyć. To, co jest tam zakopane, wielokrotnie zwróci nam to, cośmy w naszej ojczyźnie musieli pozostawić. W pierwszym kopcu znajduje się 800 kg złota w sztabach i biżuterii. W następnym kopcu znajdują się kosztowne przedmioty bursztynowe z pałacu carów spod Leningradu. To wszystko zostało na rozkaz Oberkommanda z Królewca ewakuowane z zachowaniem największej tajemnicy i tu właśnie zakopane. Przypadkowo wszystkie plany przechowania znalazły się w moim posiadaniu. Złoto znajduje się pod 3 - metrową warstwą ziemi. Następnie znajduje się podwójna warstwa podkładów kolejowych. Nie odkopywać z boku, niebezpieczeństwo min. W pierwszym kopcu odkryć podkłady kolejowe. Co piąty podwójny podkład należy mocno związać. Pozostałe mogą pojedynczo się zluzować. Powiązane podkłady podnieść i luźno leżący lont przeciąć, skrzynie ze złotem łatwo się odróżniają ze skrzyń z materiałem wybuchowym. Wszystkie lonty należy odciąć, również i te, które wystają na wewnątrz. Pozostałe kopce są z pierwszym kopcem połączone lontami. Jak tylko instalacja wybuchowa zostanie usunięta, wszystkie kopce są odbezpieczone i można je w kolejności odsłaniać. Gdybyś nie mógł sam tego skarbu wydobyć, to przekaż to wszystko rządowi. To wszystko nie może dłużej niż 25 lat przetrwać w ziemi. Najwyżej do sierpnia 1969 roku. W każdym kopcu, co piąty podkład posiada instalację wybuchową, ale po uszkodzeniu instalacji w pierwszym kopcu, dalsze nie są już niebezpieczne. Nie śpiesz się, zastanów się i bądź mądry


- Twój ojciec.


To wszystko otrzymałem od pewnego oficera sztabowego, który mi to przekazał przed śmiercią z prośbą nie przekazywania tego nazistom. Wszystkie plany znajdują się pod podłogą w moim mieszkaniu służbowym. Bądź zdrów i wspominaj mnie - Ojciec".


 Autentyczność budziła zastrzeżenia


Pracownicy Wydziału Kultury Prezydium WRN mieli ciężki orzech do zgryzienia, co dalej zrobić z tajemniczą przesyłką i zawartymi w niej informacjami. Po namyśle zdecydowali się przekazać całość otrzymanych materiałów do wyjaśnienia Służbie Bezpieczeństwa. Sprawa trafiła do Wydziału II Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Olsztynie Trzeba przyznać, że została potraktowana niezwykle poważnie i poddana szczegółowej analizie. Głównie pod kątem jego autentyczności, jak i wiarygodności zawartych informacji. Funkcjonariusze postanowili działać dwutorowo, z jednej strony rozpoczęli postępowanie zmierzające do identyfikacji nadawcy anonimowej przesyłki, z drugiej zainicjowali przygotowania do namierzenia lokalizacji ukrycia skarbu, zgodnie z instrukcją zawartą w dołączonym do listu szkicu. Mimo, iż autentyczność listu budziła pewne zastrzeżenia, dokumenty sprawiały dobre wrażenie. Jak już zostało wspomniane, całość została sporządzona na pożółkłym i zleżałym papierze będącym drukiem służbowym niemieckiej stacji meteorologicznej, co uwiarygodniało czas powstania dokumentów w 1944 roku. Szkice i rysunki również wyglądały wiarygodnie, zaś osoba je wykonująca musiała znać się na planach i oznaczeniach topograficznych.


 Działania bez rezultatów


Dochodzenie rozpoczęto od szczegółowej analizy grafologicznej charakteru pisma w języku niemieckim, a następnie porównano z polskim anonimem w celu wyeliminowania możliwości sporządzenia ich przez jedną osobę. W tej kwestii ekspertyza nie była jednoznaczna, gdyż mimo wielu cech wspólnych, oba rodzaje pisma w pewnym stopniu się różniły. Dalsze działania skupiły się na próbie identyfikacji nadawcy anonimowego listu. W związku z tym, że przesyłka została wysłana z Morąga, poszukiwania skoncentrowano na terenie miasteczka i jego najbliższej okolicy. Porównano wyniki ekspertyzy grafologicznej listu z podobnymi anonimami wysyłanymi z tego obszaru, jednak działania te nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Stosunkowo łatwiejsze było odszukanie miejsca wskazanego na szkicach. W tym względzie Służba Bezpieczeństwa działała modelowo. Zgromadzono niemieckie mapy, na które następnie naniesiono zmiany w topografii, jakie zaszły w ciągu ćwierćwiecza od zakończenia wojny.


Miejsce obok drogi


Tak wyposażeni funkcjonariusze SB, wsparci siłami lokalnej komendy powiatowej ruszyli w teren. Poszukiwania nie trwały długo, gdyż plany okazały się niezwykle precyzyjne i dobrze opisane. Interesujący obszar znajdował się 3 km na północny wschód od Elbląga nieopodal wsi Gronowo Górne. Bardzo pomocny w doprecyzowaniu właściwej lokalizacji okazał się charakterystyczny układ dróg, w szczególności biegnącej nieopodal niedokończonej autostrady Elbląg-Kaliningrad. Poszczególne wskazówki zawarte w niemieckim planie, łącznie z podanymi odległościami, znajdowały swoje odzwierciedlenie na badanym obszarze. Ostatecznie udało się ustalić, że miejsce zakopania skarbów znajduje się obok drogi prowadzącej z Gronowa Górnego do wsi Nowiny, na terenie zabudowań gospodarstwa ogrodniczego. Chcąc uniknąć pomyłki przy ustalaniu właściwego miejsca oraz sprawdzić prawdziwość i przydatność informacji o nieistniejących już elementach krajobrazu, wspomagano się relacjami miejscowej ludności, w tym Niemców zamieszkujących okolicę przed rokiem 1944. Warto również zaznaczyć, że na potrzeby poszukiwań został wynajęty samolot, z którego dokładnie obfotografowano obszar poszukiwań. Miejsce ukrycia skarbów zostało, więc odnalezione.


Dylemat - co robić dalej?


W międzyczasie olsztyńska SB dokonując kwerendy swoich archiwów pod kątem poszukiwań podobnych spraw, znalazła zeznanie złożone w 1964 roku przez mieszkańca powiatu Sejny. Niejaki Edmund W. twierdził, że jako robotnik przymusowy widział jak w pobliżu Elbląga żołnierze niemieccy zakopywali w polu skrzynie. Kiedy funkcjonariusze dotarli do niego i zaprowadzili na wizję lokalną, zauważył pewne podobieństwo terenu, jednak z tą różnicą, że w pobliżu gdzie widział całą akcję było duże jezioro lub rzeka. Co prawda to zupełnie inna historia, niemniej jednak potwierdza, z jaką skrupulatnością SB poszukiwała skarbu. I oto funkcjonariusze stanęli przed dylematem, co czynić dalej? Rozpocząć prace inwazyjne na zabudowanym terenie, co wiązałoby się ze sporymi kosztami (rozbiórką obiektów i wypłatą odszkodowania właścicielowi), czy raczej skupić się na identyfikacji nadawcy anonimu i ostatecznie wykluczyć możliwość mistyfikacji? Zwyciężyła druga koncepcja, a mianowicie zdecydowano prześwietlić właściciela działki, jakim był Zenon Miśkiewicz.


Całą kwotę roztrwonił


Na tym etapie właściwie kończy się przygoda, a sprawa nabiera charakteru typowo kryminalnego. W wyniku prowadzonego dochodzenia SB dokładnie przeanalizowała życiorys Zenona Miśkiewicza. Rezultaty okazały się, najogólniej mówiąc dość zaskakujące. Urodził się w 1923 roku w wielkopolskim Niemczynie. W czasie wojny jego rodzina została zakwalifikowana do III grupy narodowościowej (Deutsche Volksliste - DVL) czyli Niemców częściowo spolonizowanych lub żyjących w związkach mieszanych. Jak było w przypadku rodziny Miśkiewiczów nie ustalono, niemniej młody Zenon został wcielony do Wehrmachtu. Początkowo pełnił stosunkowo lekką służbę we Francji, lecz 1942 roku wysłano go na front wschodni. Pod koniec wojny wzięty do niewoli przesiedział "internowany w ZSRR" do 1947 roku. Po zwolnieniu wrócił do Polski, gdzie zaczął nowe życie.


 


Funkcjonariuszom analizującym naszego bohatera, zaczęły pasować niektóre elementy układanki. Zaczęli nabierać do niego poważnych podejrzeń. Znał język niemiecki w sposób perfekcyjny, co więcej, służba w niemieckim wojsku zapewne nauczyła go charakterystycznego żargonu i specjalistycznej terminologii. Ponadto był osobą wykształconą, uzyskał bowiem dyplom wyższej uczelni (zawód: ogrodnik). Co więcej dalszy ciąg jego życiorysu śledczy mogli odczytać z akt milicyjnych. Przez długie lata imał się różnych zajęć, często zmieniając miejsca zamieszkania. W latach 60. postawił na własny interes i założył ze wspólnikiem gospodarstwo ogrodnicze. Na jego rozkręcenie zadłużył się w Spółdzielni Oszczędnościowo Pożyczkowej na sporą jak na owe czasy kwotę 25 tyś zł. Jak się okazało Zenon Miśkiewicz całą kwotę roztrwonił. Dość szybko znalazł jednak rozwiązanie. Ubezpieczył własne mieszkanie na 70 tys. w PZU, a niedługo później podpalił je. Uczynił to jednak na tyle nieumiejętnie, że pożar został niemal natychmiast ugaszony, w związku z czym nie otrzymał żadnego odszkodowania, na które tak bardzo liczył. Co ciekawe, podczas ustalania przyczyn pożaru odnaleziono w jego domu sporo niemieckiej literatury, w tym m.in. "Mein Kampf" oraz mapy z okresu III Rzeszy.


 wyborcza.pl


 

Autor ten sam


Mimo zadłużenia i niezbyt czystej prawnie karty uzyskał z SOP-u i Banku Rolnego kolejną pożyczkę, za którą zakupił w 1966 roku z Państwowego Funduszu Ziemi działkę w Gronowie Górnym o numerze 130/2, na której wzniósł nowy dom i cieplarnię - działkę, gdzie w świetle anonimowego listu i ustaleń SB miał się znajdować poszukiwany skarb. Dla analizujących sprawę oficerów motywy działania Zenona Miśkiewicza jako nadawcy i autora anonimu stawały się coraz bardziej jasne. W międzyczasie Zakład Kryminalistyki Komendy Głównej MO wydał ostateczną ekspertyzę, która potwierdziła, że autorem napisanego po polsku anonimu i niemieckiego listu była jedna i ta sama osoba. Nieco później ustalono ponad wszelką wątpliwość, że oba dokumenty sporządził Zenon Miśkiewicz. Oddajmy w podsumowaniu sprawy głos autorom opracowania: "Poszukiwania nakreślonego na szkicu miejsca prowadzone w ramach czynności śledczych /posługiwano się nawet samolotem/ pozwoliły zidentyfikować to miejsce. Okazało się, że punkt, który został uwidoczniony na szkicu jako miejsce ukrycia "skarbów", znajdował się na posesji Zenona Miśkiewicza. Z dokładnego określenia tego punktu w treści dokumentu wynikało, że aby odnaleźć rzekome "skarby", należało zniszczyć budynek mieszkalny Miśkiewicza oraz postawione przez niego szklarnie. Ponieważ Miśkiewicz miał duże zadłużenie w Banku Rolnym w Elblągu, a ponadto podpalił mieszkanie na terenie pow. Nysa w 1965 roku, uzasadnione było podejrzenie, iż sporządzając owe dokumenty i wysyłając je władzom wojewódzkim w Olsztynie miał zamiar doprowadzić do rozbiórki obiektów do niego należących, aby uzyskać odszkodowanie (...)".


 


Więcej szczęścia niż rozumu?


Zenon Miśkiewicz w czasie przesłuchania przyznał się, że był autorem i nadawcą anonimu. Lecz dosyć mętnie tłumaczył, że sporządzając list i szkice, nie zamierzał w konsekwencji prowadzonych poszukiwań na jego posesji ubiegać się czy wyłudzić odszkodowanie. Swoim działaniem pragnął jedynie zainteresować władze skarbami, jakie miały być zakopane na jego działce, o czym dowiedział się od dwóch Niemców, których rozmowę kiedyś podsłuchał. Nie wiadomo czy podejrzany miał więcej szczęścia czy rozumu. Prokuratura Rejonowa w Elblągu, jakimś cudem dała wiarę jego wyjaśnieniom i umorzyła sprawę. Nie o cud jednak chodziło, raczej o brzmienie artykułu, z którego chciano zakwalifikować czyn Miśkiewicza. Otóż miał podlegać 265 art. KK, kierowanemu przeciwko temu: "kto w celu użycia za autentyczny podrabia lub przerabia dokument albo takiego dokumentu jako autentycznego używa(...)" lub "(...) czyni przygotowania do przestępstwa określonego w § 1 w ten sposób, że podrabia, przerabia lub nabywa druk urzędowy, pieczęć stempel lub inne narzędzie (...)". Miśkiewicz żadnego z ww. wykroczeń jednak nie popełnił, gdyż zarówno list, jak i szkice opracował osobiście od podstaw - nie podrobił, nie przerobił, nie nabył...


 


Użyteczne dla MSW


Gdy przeanalizujemy dokładne działania Miśkiewicza, zauważymy wiele interesujących szczegółów, którym autorzy broszury "Komnata Bursztynowa" poświęcili mało miejsca. Ciekawy wydaje się być opis wykonania skrytek oraz skomplikowanych zabezpieczeń, jakie miały chronić depozyt. Czyżby Zenon Miśkiewicz sam je opracował, czy może się spotkał z podobnymi w czasie swojej służby w Wehrmachcie? Tak naprawdę, nie wiemy czym zajmował się w wojsku, jaką pełnił funkcję. Precyzyjny sposób wykonania szkiców wydaje się przerastać umiejętności nawet wykształconego ogrodnika. Jedno jest pewne, do opracowania A. Fiołka i J. Szymczaka należy podchodzić ostrożnie, gdyż zapewne zawiera jedynie te informacje, które były użyteczne na potrzeby materiału dydaktycznego MSW. Prawdziwy obraz tej sprawy znajduje się w teczkach dochodzenia, do których postaramy się dotrzeć.


 


Piotr Maszkowski


Na podstawie materiałów uzyskanych z Wrocławskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, sygn. IPN Wr 0148/374


źródło: fakty.interia.pl

http://www.gocity.pl/artykuly/Jak_SB_szukala_Bursztynowej_Komnaty

BURSZTYNOWA   KOMNATA

Jest bardzo prawdopodobne, że zamek pasłęcki kryje jeden z największych i najsłynniejszych skarbów - bursztynową komnatę. Jeden z odcinków programu "Nie do wiary" poświęcony był tej hipotezie, za którą przemawiają następujące przesłanki:

- istnieje kilka relacji świadków mieszkających w okresie wojny w Pasłęku, twierdzących, że widziały jesienią 1944 roku, jak nocą na dziedziniec wjeżdżały ciężarówki wojskowe z dużymi skrzyniami. Następnie skrzynie były przenoszone przez żołnierzy gdzieś do wnętrza zamku

- nieopodal Pasłęka, w Słobitach stoi okazały pałac rodu zu Dohna - Schlobitten. Jak wspominał Aleksander zu Dohn - Schlobbiten końcem 1943 roku zaproponowano mu ukrycie bursztynowego skarbu w jego pałacu. Jednak odmówił, z powodu braku możliwości, poza tym sam już myślał o ewakuacji. Być może więc skarb złożono kilka kilometrów dalej w zamku pasłęckim

- podziemia zamkowe posiadają wyjątkowy mikroklimat, doskonale nadający się na przechowanie dzieł sztuki